Category Archives: Spółdzielnia Rybna

Marnotrawny Kucharz i Pstrążek wśród pietruszkowych wstążek

SzK_foto_4

Szwedzki Kucharz – syn marnotrawny Spółdzielni posiłkowej powrócił posypawszy głowę siekaną czuszką skropioną cytryną i przyniósł ultra prostą propozycję kulinarną, pragnąc tym samym wyrazić cichą, acz szczerą nadzieję na powtórne przyjęcie na łamy spółdzielczego bloga, gdyż jak mawia pismo:

“większa jest radość z jednej przypalonej karkówki na talerzu niż z czterdziestu konfitowanych nóżek kaczych na blogu”.

Już nawet najgrubsi biesiadnicy nie pamiętają kiedy dokładnie oddalił się od stołu na kulinarną pustynię, gdzie przez 40 posiłków (z przystawką i deserem) zmagał się z własnymi słabościami, kuszony przez wegańskiego księcia ciemności bogactwem kasz świata doczesnego.

Continue reading

Karp razy dwa: w wiśniach czy w maśle?

Przedświąteczne ćwiczenia z karpia :) Pierwszy, wariacja na temat pochodzącego z  Wielkopolski karpia nadziewanego wiśniami, lekko rozczarował i tym samym otworzył w Spółdzielni dział „samokrytycznie”. Mimo tego, publikuję przepis i czekam na propozycje ulepszenia, gdyż wierzę, że ma on potencjał!

Drugi, pieczony w maśle, doskonały w swej prostocie i banalny wprost w wykonaniu sprawdził się o wiele lepiej.

Obydwa podane zostały z chrzanowym puree, które akurat okazało się bezwzględnie pyszne :)

karp w wiśniach 02 Continue reading

Cytrynowe śledzie Pani Matki

Tak, ośmielam się podać tu przepis na śledzie przygotowywane przez Carewiczową Mamusię. Przepis być może banalnie prosty, ale o obłędnym wprost efekcie. Tak przygotowane śledzie są spożywane w rodzinie Carewicza obowiązkowo dwa razy do roku: jako obiad Wigilijny i jako postny obiad Wielkopiątkowy. W towarzystwie „tytłanych ziemniaczków” (o tym innym razem) i zmrożonej wódeczki.

Siła tych śledzi jest tak wielka, że raz spróbowawszy,  nauczyć się ich musiała każda kobieta przestępująca progi zacnego domu Carewicza. Robi je więc synowa Iza (mimo, że za śledziami nie szaleje), robię je ja, a nawet moja Mamusia też zaczyna je robić.

Ale też nie bądźmy ortodoksyjni co do terminów podawania. Ja na przykład śledzie mogę wszędzie i o każdej porze, nie czekając na Wigilię. A zatem do dzieła, i to szybciutko, bo niestety trzeba będzie poczekać – najlepsze są na drugi dzień…

śledzie z cytryną Continue reading

Risotto po raz drugi, łosoś po raz ostatni…

IMG_4523

Jak w tytule: czas na dalsze eksperymenty z risotto, tym razem z koprem włoskim. Jak wiadomo koper włoski świetnie pasuje do ryb, więc na towarzysza risotto wybrałam łososia. I to był błąd. Łososie, które można dostać w naszych sklepach, coraz częściej przypominają masowo produkowane piersi z kurczaka: naszprycowane hormonami, nijakie i suche w smaku. Następnym razem podejmę wysiłek zdobycia porządnego dzikiego, „szarego” łososia lub tłustego halibuta :) Continue reading